27.09.2011

Miod

Miod kazdy zna, wiemy juz wiele o jego wlasciwosciach leczniczych i smakowych. Kazdy kraj, kazdy region ma swoja odmiane.
W tym roku nie zebralismy wiele miodu. Na mojej farmie robimy miod z kwiatow pomaranczy ( glownie z tych bardzo kwasnych - bigarade). Owoce nadaja sie na konfitury a kwiaty w bardzo specyficzny i pracochlonny sposob zbiera sie a pozniej w tradycyjnym naczyniu ( troche bardziej rozbudowany nasz polski sokownik) przygotowywuje sie unikatowa wode z kwiatu pomaranczy. Pszczolki musza zdazyc przed tym calym zbiorem i chyba w tym roku sie nie wyrobily :)
Miod z kwiatow pomaranczy jest bardzo delikatny w smaku. Jako, ze jest jeszcze cieplo miod jest zlocisko plynny ale nie na dlugo. Kazdy znajomy przynosi swoj sloiczek i prosi zebym go wypelnila. Fakt - to jest bardzo dobry miod.
Od dluzszego czasu uzywamy go do wypiekow zamiast cukru. Zdrowiej i ciasto nabiera innego smaku.
W Maroku miod jest uzywany o kazdej porze dnia. Rano jemy go razem z nalesnikami marokanskimi (rajf), po poludniu jako jeden ze skladnikow ciasteczek ( slodkie niewiarygodnie bo drugim slodkim skladnikiem jest marcepan), wieczorem niektore miesa, zwlaszcza tajin z suszonymi owocami zalewany jest miodem.
Kazdy w domu ma miod, jedni mieszaja go z oliwa z arganu, z oliwek itp.
W kosmetyce ( bardzo modne zreszta ) uzywamy miodu do depilacji. Tradycyjnie naklada sie mieszanke miodu z zoltkiem na wlosy aby nabraly blasku i wzmocnily sie.
Wszedobylski miod jest po prostu zlotym srodkiem.



23.09.2011

Nowy adres weekendowy

Nie zawsze trzeba wyjezdzac w to samo miejsce. Wystarczy zjechac z drogi i juz mozna napotkac na cos nowego i innego.
W piatek spakowalam torbe na weekend i wyjechalam w kierunku oceanu. Nie chcialam jechac do Essaouiry ( ktora uwielbiam ), chcialam byc w zupelnie nowym miejscu.
Zjechalam z drogi ot tak, znalazlam sie na zakurzonej drozce, pelnej dziur z kilkoma domostwami. Przejechalam w tym terenie jakies 2 km i znalazlam sie przed wrotami malego pensjonatu. Wlasciciele przywitali mnie jakbysmy sie znali od lat, usciskali i wskazali pokoj. Przyjemna bialo-niebieska kolorystyka, prostota i dobry zmysl stowrzyly ten pokoj wyjatkowym. Kolacja - tu wole nic nie mowic bo po dzis dzien sie oblizuje na mysl o rybie jaka mi zaserwowano ( nieznana mi odmiana rekina), chlebe moczylam w pysznej oliwie i winkiem zapijalam a ogrod dookola pieknie oswietlony dzialal kojaco. Wlasciciele, jak sie okazalo osiedlili sie tu jakies 2 lata temu a wczesniej przez 25 lat mieszkali w Gabonie. Biali afrykanczycy - z tych dobrych odmian :)
Rozmowy dlugie, mile i tak do pozna sie przeciagalo. Noc spokojna w wygodnym lozu.
Sniadanie typowo marokanskie: nalesniki marokanskie, miod, wszelkie odmiany dzemow, herbata marokanska, oliwa... Pyszne bylo i juz!
Basen od rana kusil do skoku. W ogrodzie ( bo w koncu mialam czas odwiedzic okolice domu) odnalazlam urokliwe miejsca. Kazdy centymetr przemyslany. Ogrodek warzywny, ziolowy, namito nomadow, kuchnia polowa z grilem i kominkiem i wiele zakatkow przeznaczonych do odpoczynku.
Jak na francuzow przystalo znalazlo sie miejsce na gre w tradycyjne kule (podczas wakacji troche podszkolilam sie i polubilam ta gre nie mowiac ze w koncu zrozumialam zasady gry ). Kilkadziesiat zolwi znalazlo schronieniew tym przemilym ogrodzie.
Weekend uplynal tak milo, ze az nie chcialo mi sie wracac do codziennosci. Tak to juz jest z weekendami - koncza sie o polnocy w niedziele :)
Na nastepny raz pojade w przeciwnym kierunku!










19.09.2011

Osobiste doswiadczenia

Pomiedzy jednym a drugim spotkaniem udalo mi sie zagospodarowac 2h. Idealnie. Dokonalam rezerwacji i juz o 10h bylam w Hammam. Moje ulubione ¨SPA¨znajduje sie w samym centrum Gueliz w mieszkaniu 150 m2. Depilacje, masaze, kuracje, paznokcie i wszystko czego dusza zapragnie dla pan i panow w cenach bardzo przystepnych mozna wlasnie tam znalezc. Jest to jedno z niewielu hammam gdzie pary moga wejsc razem i wspolnie cieszyc sie zabiegami odnowy biologicznej. Kojaca muzyka, zapachy Maroka witaja na poczatek. W przebieralni dostaje szlafrok, klapeczki i tak jak mnie natura stworzyla pod wczesniej wymienionym przykryciem ide do raju ciepla, relaksu i odpoczynku. Hammam to pomieszczenie male ( 8 m2 – tutaj opisuje swoje ulubione ), sciany w tradycyjnym Tadyllak, zaokraglone sufity – podobnie jak w malej kapliczce – loza oblozone marmurem, lejaca sie woda i wszechogarniajace cieplo. Musze dodac, ze temperatury nie sa takie jak w tradycyjnych saunach. Po prostu cieplo. Pani, ktora opiekuje sie mna i caly zabieg ¨drapania¨ przeprowadza, prosi zebym usiadla na lozu marmurowym i na tym koniec mojego fizycznego udzielania sie. Pani oblewa mnie woda i naklada na cale cialo czarne mydlo, zostawia mnie na jakies 10 min a ja sobie leze na goracych marmurach, wsluchuje sie w wode i z dala dobiegajaca muzyke.
Juz nie moge sie doczekac momentu drapania. Wraca, plucze wielkiem cynkowym wiadrem, zaklada rekawice i zaczyna sie mile drapanie. Martwy naskorek znika a samo drapanie relaksuje lepiej niz niejeden masaz. Cale cialo jest juz oczyszczone a ja nic przez 30 min nie robilam, nie myslalam tylko poddawalam sie przyjemnosci. Pani znowu mnie splukuje i zaczyna mnie myc mydlami , szamponami, splukiwac, chlapac a ja tylko od czasu do czasu przestawie sie na inny bok. Skore mam jak niemowlak, zdrowa, blyszczaca bez potrzeby nakladania zadnych kremow. Po 45 min wychodze odswiezona, zrelaksowana i wyjatkowo czysta. Przez najblizsze dwa tygodnie nie mam potrzeby smarowania sie zadnym kremem bo skora po prostu jest zdrowa i sama sie regeneruje.
O wizytach w zakladach kosmetycznym zapomina sie calkowicie. Zadnych pillingow, oblkadanie sie blotami – jedno hammam i skora jest jak nowa. W sumie to mi bardzo pasuje bo nie lubie wydawac pieniedzy na kosmetyki, testowanie na sobie, ktory jest dobry, ktory dziala, nie uczula itp. Jedno hammam i sprawa zalatwiona i tylko za 150 dh czyli niecale 15 euro. Chyba warto. Wiem, ze sa tansze hammamy, ale skoro mam sie zrelaksowac to ja wole indywidualnie byc drapana niz w grupie nieznanych pan ( co tez mam swoje atuty np plotki) Wyboru dokonalam, znalazlam swoje ulubione miejsce i bede sie go trzymac. Pani ¨drapaczce¨( bo jak ja inaczej nazwac ?) zawsze wreczam maly napiwek w podziekowaniu za idealne drapanie i wiem, ze na nastepny raz bede rownie przyjemnie przyjeta, obsluzona i z wielkim usmiechem na twarzy wyjde na kolejne spotkanie. Gorace powietrze Marakeszu juz nie daje sie we znaki wiec drogie Panie i drodzy Panowie smialo do Hammam zapraszam - zapiszcie sobie taka obowiazkowa wizyte w programie zwiedzania Maroka!

12.09.2011

Zwierzaki

Zycie na Farmie przebiega naturalnym rytmem. Po powrocie do domu zastalam dwa dodatkowe koty, jednego psa przyblede i nic mi nie pozostalo jak zaopiekowac sie cala ta czeladka.
Dzielna Roquette - Labradorka ktora chetnie przygarnia wszelkie zwierzaki.
Bialka - pieszczotka.
Razlina - karmicielka.
Prima - bo pierwsza z miotu ale dziki i systematycznie podbiera jedzenie psom i je po prostu denerwuje.
Przybleda Piczu - ciagle podnosi lapke jak sie go wola. Slodki ale jak tak wiecej przybled bede miec to chyba jakies stowarzyszenie przyjaciol zwierzato otworze i bede datki na karme zbierac :)

Osiolek spokojnie znosi jak koty po nim sie wspinaja. Psy na przemian z kotami robia wyscigi, lapia jaszczurki i przeganiaja dziki. Tak, tak przez farme przechadzaja sie stada dzikow. Najwieksza rodzice spotkalam na porannym spacerze. 8 osobnikow. Nie powiem, ze sie przestraszylam ale na szczecie psy przegonily troche stadko bo troche to niebezpieczne. Niby fajnie, ze dziki sie swobodnie przechadzaja ale problem w tym, ze ryja wszedzie i systemy nawadniajace systematycznie niszcza. Teraz po lecie i bez deszczow ziemia jest wysuszona niewiarygodnie. Ale taki klimat.
Cytryny sie zielenia na drzewach ale jeszcze potrzeba dwoch miesiecy zeby byly dobre. Oliwki maja juz duze owoce ale dopiero w listopadzie bedziemy je zbierac. Teraz jest sezona na winogrona ale jeszcze moje winogrona owocow nie daly. Musze byc cierpliwa. Winogrona przywoze z innej farmy i nie powiem ale sa przepyszne.
To tyle wiadomosci z zycia na farmie.
W Marakeszu turystow wiele. Po Ramadamie wielu Marokanczykow dopiero teraz wyruszylo na wakacje. Szkoly sie zaczely. Dzieci z plecakami paraduja po ulicach.
Obecnie zawod szofera jest w modzie i wiele rodzin sie organizuje zeby wynajac takowego pana, ktory bedzie wozic dzieci z i do przedszkola/szkoly. Jest wiec co robic :)
W ostatnich dniach byly silne wiatry, ktore z sahary przywialy piasek. Troche poskrzypialo w zebach i teraz czekamy az sluzby miejskie troche posprzataja ten balagan. Nie kwapia sie jak na razie - moze czekaja na kolejne wiatry ( bo sezon nastal) czyli zawieje i zamiecie :)
Duzo nowych restauracji powstalo i po powrocie odczuwam, ze Marakesz sie troche wyciszyl. No moze blednie to rozumie bo przyjezdzam sobie do miasta wyciszona z farmy i jakos wszystko tak przemija a ja bez stresow ( czego kazdemu zycze) pracuje sobie i wiem ze w zaciszu, pieszczotach wszystkich zwierzakow zasiade sobie w cieniu oliwek po poludniu na farmie.

05.09.2011

Powrot

Po dlugiej przerwie, wrocilam ☺ W tym roku nie zaliczylam Ramadanu w Maroku. Udalo mi sie przyjechac na swieto zamkniecia Ramadanu AID EL FITR, na najsmaczniejszy, tradycyjny Herbal ( zboze moczone przez cala noc, gotowane na wolnym ogniu, zalane mlekiem ) oblany miodem z wlasnej pasieki - tradycyjne sniadanie - jako pierwszy posilek dnia po dlugim poscie. Udalo sie zjesc kilka ciasteczek , kurczaka, wolowine na slodko, mnostwo salatek , owocow . Tak to wyglada. Panowie w tradycyjnych bialych strojach przechadzali sie ulicami. Dzien wolny od pracy wiec Maroko przywitalo mnie ogolnym lenistwem.
Musze jednak wspomniec jak wygladala moja podroz do Maroka. Z Polski jechalam samochodem. Tak, tak daleko ale czasami warto sie tak przejechac zeby zrozumiec, ze Maroko to nie taki trzeci swiat jak sie wszystkim wydaje. Jazda przez Niemcy – tragiczna – drogi w wiecznym remoncie, przewezenia i serwis niesympatyczny. Na kazdej stacji szukalam kogos usmiechnietego ale niestety nie udalo sie znalezc. Francja jak zawsze przywitala mnie wiecznymi przerwami na lunch. W miastach nie da sie nic zjesc oprocz MC Donalda, ktorego nie znosze w pewnych porach dnia. Na stacjach jedzenie okropne wiec nie ma sie co wysilac. Benzyna droga.
W Hiszpani bylam krotko zeby znalezc czas na dluzsza analize. W Barcelonie wsiadlam na prom ktory plyna z Wloch.



 
 
Grandi Navi. Niech wszyscy dobrze zapamietaja ta nazwe i niech nigdy nie korzystaja z ich uslug. Na internecie wszystko pieknie wygladalo ale w rzeczywistosci okazalo sie klapa. Organizacja wjazdu na prom w porzadku. Obsluga widac ze wyzyskiwana, wiekszosc filipinczykow. Jedzenie – az strach sie bac. Okropne, niezjadliwe i na dodatek drogie. Czas serwowania posilokow dosc krotki i nic po za tym. Plac zabaw dla dzieci zamkniety, salon gier – nieczynny, basen, sauna, fitness, kino, bar tak samo staly puste za zamknietymi drzwiami. Porazka jedna wielka. W Maroku wloska obsuga promu odmowila posluszenstwa i ludzie sami musieli sie zorganizowac zeby samochody wywiezc na lad. Pierwszy raz cofalam zeby wyjechac z promu. Kiedys to bylo lepiej zorganizowane. No coz. Na szczescie sprawna obsluga celna i szybki wyjazd z Tanger z najnowszego i najwiekszego portu Afryki uspokoila moje poszarpane nerwy cala ta podroza. Pierwsza stacja benzynowa az do teraz nasuwa usmiech na moje usta. Benzyna tania ! Obsluga usmiechnieta, gadatliwa a jedzenie pyszne ! Toalety czysciutkie i wszyscy jakos dziwnie zadowoleni ☺ a przeciez dla wielu to trzeci swiat.
Autostrada, ktora zaczyna sie juz w samym porcie dojechalam do Marakeszu. Bezpiecznie, bez przewezen, robot drogowych. Marakesz w nocy przywital mnie tlumami na ulicach, pelnymi kafejkami, swiatlami i przyjemna temperatura.
Az milo sie robi na sama mysl. Kazdemu zycze takiego milego powrotu do domu.
Od teraz bede pisac czesciej i obiecuje przekazac nowosci, ploteczki i informacje z czerwonego miasta.