07.12.2011

Ksiazki i budowa

Z Polski dostalam ksiazke i teraz zamiast pisac blog czytam w kazdej wolnej chwili ( a tych chwil jest dosc malo). Czytam i szeroko otwieram usta. Mieszkam od lat w Maroku ale jeszcze w zyciu nie slyszalam o dzinach, ktore mieszkaja w domach i sposobach na ich udobruchanie. Pytam w Marrakeszu na prawo i lewo ale niewiele osob jest mi w stanie powiedziec o co w tym wszystkim chodzi. Ksiazka napisana w bardzo fajnym i lekkim stylu, ktora ukazuje wzmagania obcokrajowcow z budowa domu w Maroku a dokladnie w Casablance. Osobiscie nie lubie Casablanki i nie jezdze czesto do tej metropolii, wiec moze tam tak jest:) Bez obrazy!
Oj wiele kwestii sprawdzam, z jednymi sie nie zgadzam, tzn ja ich w zyciu nie przezylam i nie slyszalam o podobnych sprawach ale w koncu cale zycie sie uczymy.
Chyba w Marrakeszu to troche inaczej wyglada:) Jesli chodzi o temat budowy to w wielu przypadkach przeszlam podobne zmagania, klotnie z robotnikami i wieczne wciskanie mi ze np. okno jest prosto i juz i ze tak ma byc. Teraz jak ide do siebie na niekonczaca sie budowe to w niektorych miejsach glowe musze przekrzywiac i juz sama sobie wmawiam, ze jest prosto. A co tam, przeciez mozna cos posadzic obok okna, zrobic jakis fresk itp zeby jakos te niedokladnosci zakamuflowac. Juz nie mam sily sie uzerac z robotnikami, wielkimi wykonawcami, artystami itp. Musze byc wiecznie obok i patrzec robotnikom na rece bo wystarczy ze wyjde i juz zamiast bezowego koloru bedzie zolty lub brazowy i znowu trzeba kuc a potem na boku slysze - jaka ona jest upierdliwa - ta europejka...
Tak wiec polecam ta ksiazke. Mam dzieki niej kolejna misje do spelnienia - dowiedzenia sie wiecej na temat dzinow ( nie tych z tonikiem :)

22.11.2011

Lamanie przepisow

Jestem, jestem. Czasami ludzie mieszkajacy w Maroku sa zajeci. Zdarza sie:)
Dzis zlamalam wiekszosc przepisow wedlug wytycznych ksiegi zasad ruchu drogowego i dobrze sie z tym czuje. Wytlumacze sie mimo wszystko bo kazdemu zycze takiego poranka gdzie mozna sobie zaszalec.
Postanowilam jechac do centrum zupelnie nowymi drogami. Jedne sa jeszcze nie otwarte - ale wystarczy ominac duzy kamien, zjechac na pobocze i cala droga ze swiezo wymalowanymi pasami (tzn czasami sie krzyzuja w dziwny sposob:) jest dla nas ( w tym przypadku dla mnie). Jadac lewa strona (a przypominam, ze ruch w Maroku jest prawostronny) mozna zobaczyc ciekawe obiekty. Skrzyzowania ze swiatlami, ronda, zjazdy - wszystko zaliczylam na odwrot. Spotkalam tylko raz, na odcinku 15 km, pojazd konny dwusladowy ( plus 4 kopyta :) ale woznica chyba tez byl w dobrym nastroju bo podniosl kciuka kiedy zobaczyl jak jade i z usmiechem na twarzy usunal sie na prawa strone.
Wjezdzajac na teren miasta musialam juz ograniczyc swoje szalenstwo bo skonczylo by sie to niebezpiecznie.
Po kilku dniach ulewnego deszczu wyszlo slonce i Marakesz odzyl na nowo. Mury mediny sa wrecz czerwone od wilgoci ( teraz powoli na sloncu beda przybierac barwy pomaranczowe).
Festiwal filmowy(http://en.festivalmarrakech.info/) jest jednym z glownych tematow na jezykach w Marakeszu. W Rabacie i Casablance mowia o reformach, wyborach, protestach co nijak sie ma do nastrojow zabawowego miasta Marakesz.
Gory osniezone po wczorajszych opadach wiec narty bedzie mozna szykowac. Pierwsze ratraki juz przejechaly wiec teraz czekamy na swiezy puszek i zabawa z Marakeszu przeniesie sie do Oukaimden. Biale szalenstwo nawet tutaj jest. Najzabawniej jest jak kobiety w jelabach ucza sie jezdzic na stokach. Jeszcze nie probowalam w takim stroju ale korci mnie bo na pewno jest im cieplo ale czy wygodnie???
Dzis krotko bo znowu zespulam aparat i zdjec nie mam. Jade na narty i postaram sie uchwycic saneczkarzy, narciarzy itp. Nie bede lamac przepisow na tej drodze bo sam wyjazd jest juz pewnym wyzwaniem. Lancuchow nie mam ,a wiem ze przy opadach przydalyby sie.
Do nastepnego i poszalejcie troche:)

01.11.2011

Z ostatniej chwili...

Slucham radia ( czasami mi sie to zdarza :) jadac w kierunku centrum i nie wierze w to co slysze.
Zblizamy sie wielkimi krokami do najwazniejszego swieta muzulmanskiego Aid Kibir ( czyli swieto ofiarowania). Rok temu pisalam na ten temat krotki post (http://marakeszpopolsku.blogspot.com/2010/11/baranobicie-czyli-swieto-ofiarowania.html )
Tak wiec slucham informacji ( Radio Lux) na temat baranow. Niby coz moglabym sie dowiedziec nowego: ze kilka milionow baranow pojdzie pod noz, ludzie przygotowywuja sie na kilka dni wolnych od pracy itp. To juz wiem.
Nie wiedzialam jednak, ze w tym roku ( i pewnie w poprzednich rowniez) trzeba uwazac na ¨handel nie-baranow¨. Wsluchalam sie w informacje a tam podaja:
- operacje zmiany plci czyli z owcy na barana staly sie norma. Owca jest duzo tansza niz meski baran, na szczescie mieso nadal jest hallal!
Jak sie nie dac oszukac? Oto pojawiaja sie kolejne problemy i to nie tylko o plec chodzi.
Owco-baran ( bo teraz juz nie wiem jak to cos nazwac) maja wybielane zeby ( zeby uchodzily za mlodsze), siersc/wlos :) zmiekcza sie na cieplo i rozjasnia. Loczki, zeby i plec odpowiadaja nabywca i w ten sposob Bogu ducha winne owieczki wedruja za wielkie pieniadze do nic niewiedzacych klientow.
Takie zdezorientowane owieczki stoja potem na balkonach, patiach, w ogrodkach do czasu swiat.
To jest jedyny okres w Maroku kiedy prawie wszedzie mozna kupic siano zeby udobruchac i dokarmic te mile stworzonka przed THE DAY!¨
I jak to tu skomentowac?

27.10.2011

Pustynia Agafay

Zaledwie 30 km od Marakeszu mozna juz poczuc klimat pustyni. Nie sa to ruchome piaski (choc zdarzaja sie) tylko kamieniste pagorki i przestrzen. Olbrzymia przestrzen. Cudnie tak wyjechac z miasta, pospacerowac i na niczym w sumie nie da sie zawiesic oka. Przesadzilam troche. Sa oazy, wioski wkomponowane w cale to nieokielznane pustkowie.
Dojechalam do malej wioski (ok 60 km od centrum Marakeszu) gdzie mlodzi ludzie postanowili stworzyc raj zdrowej zywnosci. Nie powiem, dziala. Studnie wykopane na minimum 100 m jak na razie sluza i sa sprawne. Rozkoszowalam sie pomidorami - ktore pachna jak pomidory, baklazanami i innymi pysznymi i naturalnymi warzywami. Pozazdroscilam tym wszystkim, ktorzy tam pracuja bo maja cudowne widoki - caly Atlas Wysoki jest u ich stop. Musze dodac, ze juz snieg lezy na szczytach i znowu mozna podziwiac te bajkowe gory ( jak nie pada deszcz) jako tlo Marakeszu.






Wracajac do pustyni to takie przestrzenie uspakajaja. Jedni mowia, ze czuja sie jak na planie filmowym Gwiezdnych Wojen, inni korzystaja z urokow i konno, quadami lub samochodami terenowymi szaleja po terenie. Ja tam wole pospacerowac i w ciszy napatrzec sie na wszystko co mnie otacza, docenic nature i podziwiac ludzi tam mieszkajacych bo warunki ich nie rozpieszczaja ale za to oni zawsze usmiechnieci kazdemu swoje drzwi otworza.


PS. W tym dniu nie udalo mi sie uchwycic gor bo byly w chmurach i ze zrodel wiem, ze nowe warstwy sniegu sie juz pojawily ( szykuje sie wiec na narty :) Do dnia dzsiejszego gor nie widac bo w Marakeszu pada, pada i pada :)

21.10.2011

Nijakosc

Pogoda w Marakeszu dzis pod psem. Tak, tak -zdarza sie taka szarowa, ciezkie chmury a przy tym zly nastroj. Nigdy wczesniej nie mialam ze zmianami pogody problemu ale w Maroku odczuwam wyjatkowo mocno kazde wachanie ciesnienia. Nie narzekam bo wiem, ze to trwa kilka dni a nie przez kilka miesiecy. No ale zdarza sie. Turysci chodza tacy znudzeni bo przy takiej pogodzie ohrowy kolor Marakeszu jest smutny, naprawde taki bez energii. Gor nadal nie widac a to juz druga polowa pazdziernika, deszcz ni to pada ni to siapi ale ciagle tego za malo zeby ziemia odzyla.
Czas zbierania oliwek sie zaczal (teraz te zielone na pierwszy obstrzal ida). Panowie i panie chodza z koszami, spiewaja sobie pod nosem, opowiadaja sobie ciagle jakies historyjki po berberyjsku ( z ktorych juz nic nie rozumie ale bacznie obserwuje bo cos w nich jest). Co do jezyka berberyjskiego to jak berber szybko mowi to sie ma wrazenie ze po germansku mowia.
Codziennie przejezdzam obok pola roz i co rano widze malzenstwo, ktore przycina roze i tak fajnie wygladaja z tymi wszystkimi kolorowymi peczkami kwiatow na ramieniu i mam ochote im zrobic zdjecie z oddali ale jakos nie potrafie. Wydaje mi sie, z narusze ich prywatnosc.
Dzis o wszystkim i niczym w taki nijaki dzien.
Sloneczka wszystkim zycze!!!!

A tak fajnie bylo jak sloneczko swiecilo :)

18.10.2011

Maraton

23 Miedzynarowowy Maraton pod patronatem Krola Mohameda VI w Marakeszu. Ciekawa impreza dla milosnikow biegu z piekym widokiem na Atlas Wysoki, wsrod muzykow Gnaua, miedzy palmami i czerwonymi budowlami. Dlaczego nie?


http://www.marathon-marrakech.com/



Ot takie informacje :)

12.10.2011

Teatr

Stoi sobie takich ciekawy, zolty budynek w centrum Marakeszu i dumnie nosi nazwe ¨Teatr Krolewski¨.

Architektonicznie ciekawy, okazaly tylko, ze jest jedno ale. On sobie tylko stoi bo wady konstrukcyjne wnetrza (czyt. glownej sali) nie pozwalaja na pelna jego ekspluatacje. Tak wiec wielkich spektakli teatralnych w Marakeszu nie ma.
Odbywa sie zas swiatowej slawy festiwal filmowy, szkola filmowa prosperuje juz od kilku lat ale teatru z prawdziwego zdarzenia nie ma.
Troche tego brakuje ale narzekac nie mozna. Jest mnostwo artystycznych riadow gdzie odbywaja sie spotkania autorskie, mini-spektakle, staze, kursy itp. Roznego rodzaju sztuki z calego swiata ( byle po francusku i w mniejszej formie) mozna zobaczyc w Instytucie francuskim. Jego program przygotowany jest dla kazdej grupy wiekowej i nie moge powiedziec, ze sie tutaj nudzimy.
Wystarczy wyjsc na glowny plac mediny Jmaa El Fna - tam pokazow, opowiadaczy bajek jest mnostwo. Wiem, wiem to nie to samo ale zawsze cos.
Mam jeszcz jedno ale. Uwazam, ze publika w Marakeszu nie nadaje sie na wielkie teatralne przezycia. Oj, zebym sie mylila. Pisze tak bo kiedy tylko cos ciekawego sie organizuje to frekwencja jest bardzo niska. A szkoda bo projekty sa interesujace.
Jesli chodzi zas o budynek teatru to glowny Hall jest jednym z miejsc gdzie odbywaja sie wystawy. Amfiteatr zewnetrzny gromadzi ludzi na roznego typu pokazy, mini-sztuki, koncerty itp. Cos sie tam dzieje ale to jeszcze nie to.
Zeby sobie odbic brak ¨kultury¨trzeba pojechac do Casablacki lub do Rabatu i tam w wielkich, pieknych salach poczuc sile wielkiej sztuki. Nawet ambasada polska w Rabacie zaprasza dosc systematycznie na roznego rodzaju recitale, koncerty, pokazy.
A Marakesz? Marakesz ze swoim swojskim klimatem, tradycjami bedzie nadal przyciagac turystow i mieszkancow i zachwycac na swoj wlasny sposob.

10.10.2011

Mecz

Maroko - Tanzania mecz kwalifikacyjny CUP D'AFRIQUE. Wynik zadawalajacy 3-1. Maroko przechodzi dalej, a co za tym idzie: wielka impreza az do rana.
Gra zespolowa, odczuwalo sie rodzinna ( pozytywna) energie wsrod zawodnikow. Trybuny stadionu w Marakeszu zapelnione: dzieci, kobiety i reszta fanow plci meskiej kibicowalo swojej druzynie. Wiekszosc w kolorach Maroka - czerwono- zieloni. Druzyna zas reprezentowala sie w obcislych podkoszulkach w kolorze bialym i w czerwonych (troche za dlugich) spodenkach. Az sie na usta rzucalo: DALEJ BIALO-CZERWONI :)
Ruch drogowy w Marakeszu w czasie meczu w ogole nie istnial. Kafejki pelne. Telebimy i wszelkiego rodzaju i rozmiaru telewizory porozstawiane gdzie sie tylko da. Na szczescie przekazazly dobre wiesci bo inaczej to pewnie by sie zamieszkami skonczylo. Uff
Juz od piatku sprzedawano na drogach, skrzyzowaniach wszelkiego rodzaju gadzety (flagi, czapki, podkoszulki itp).
Nareszcie Maroko ( Lwy Afryki) przeszli kwalifikacje ( po wielu nieudanych latach) z nowym belgijskim trenerem.
Oj bedzie sie dzialo w czasie finalow.
Mecz transmitowany byl przez pierwszy program telewizji publicznej i jak dla mnie wesolo sie sluchalo komentarzy po arabsku ( na codzien wszyscy mowia po marokansku a to troche sie rozni od klasycznego arabskiego).
Jak komentator podnosil glos to nie wiedzialam czy sie zlosci czy cieszy.
Ostry jezyk i jeszcze tempo komentowania super szybkie.
Ile z tego zrozumialam? Bogu dzieki ze byla wizja :)
Vive le Maroc!

04.10.2011

Sztuka na bazarze

Powoli juz oswajamy sie z artykulami pochodzenia marokanskiego. Na wielu zdjeciach w gazetach dotyczacych wyposazenia wnetrz czesto znajdzie sie przynajmniej jeden przedmiot z Maroka.
Sa jednak przedmioty stworzone przez rzemieslnikow marokanskich ktore w zaden sposob nie pasuja ( w tradycyjnym ujeciu ) do sztuki marokanskiej.

Patrzac na te dziela sztuki ma sie wrazenie, ze tworca naogladal sie filmow ¨Obcy i temu podobne. Uwazam, ze te monstra sa fantastyczne i pewnie znajda sie wnetrza w ktorych beda pasowac. O cenach i wadze sie nie wypowiadam tylko sie ciesze, ze znaleziono sposob na recykling artystyczny.



Dzis odwiedzilam najwiekszy bazar w Afryce polnocnej. Ruchome schody, kody kreskowe, ceny na kazdym produkcie, karty kredytowe akceptowane i pelen serwis nie to co najczesciej sie spotyka w medinie na souku. Ceny sa do zaakceptowania i sam fakt, ze nie trzeba sie za kazda rzecz targowac, mozna szybko przekalkulowac ile co kosztuje pomaga w zrobieniu zakupow przemyslanych.
Ogromny budynek po brzegi wypelniony wszystkim tym co mozna znalezc w medinie i nie tylko. Starocie, dywany, obrazy, fredzle, porcelana, skora, lampy i miliony innych produktow kusza kazdego.





Sklep sklepem ale i tak trzeba sie przejsc po souku ( targu) i choc raz targowac sie w sposob tradycyjny!

27.09.2011

Miod

Miod kazdy zna, wiemy juz wiele o jego wlasciwosciach leczniczych i smakowych. Kazdy kraj, kazdy region ma swoja odmiane.
W tym roku nie zebralismy wiele miodu. Na mojej farmie robimy miod z kwiatow pomaranczy ( glownie z tych bardzo kwasnych - bigarade). Owoce nadaja sie na konfitury a kwiaty w bardzo specyficzny i pracochlonny sposob zbiera sie a pozniej w tradycyjnym naczyniu ( troche bardziej rozbudowany nasz polski sokownik) przygotowywuje sie unikatowa wode z kwiatu pomaranczy. Pszczolki musza zdazyc przed tym calym zbiorem i chyba w tym roku sie nie wyrobily :)
Miod z kwiatow pomaranczy jest bardzo delikatny w smaku. Jako, ze jest jeszcze cieplo miod jest zlocisko plynny ale nie na dlugo. Kazdy znajomy przynosi swoj sloiczek i prosi zebym go wypelnila. Fakt - to jest bardzo dobry miod.
Od dluzszego czasu uzywamy go do wypiekow zamiast cukru. Zdrowiej i ciasto nabiera innego smaku.
W Maroku miod jest uzywany o kazdej porze dnia. Rano jemy go razem z nalesnikami marokanskimi (rajf), po poludniu jako jeden ze skladnikow ciasteczek ( slodkie niewiarygodnie bo drugim slodkim skladnikiem jest marcepan), wieczorem niektore miesa, zwlaszcza tajin z suszonymi owocami zalewany jest miodem.
Kazdy w domu ma miod, jedni mieszaja go z oliwa z arganu, z oliwek itp.
W kosmetyce ( bardzo modne zreszta ) uzywamy miodu do depilacji. Tradycyjnie naklada sie mieszanke miodu z zoltkiem na wlosy aby nabraly blasku i wzmocnily sie.
Wszedobylski miod jest po prostu zlotym srodkiem.



23.09.2011

Nowy adres weekendowy

Nie zawsze trzeba wyjezdzac w to samo miejsce. Wystarczy zjechac z drogi i juz mozna napotkac na cos nowego i innego.
W piatek spakowalam torbe na weekend i wyjechalam w kierunku oceanu. Nie chcialam jechac do Essaouiry ( ktora uwielbiam ), chcialam byc w zupelnie nowym miejscu.
Zjechalam z drogi ot tak, znalazlam sie na zakurzonej drozce, pelnej dziur z kilkoma domostwami. Przejechalam w tym terenie jakies 2 km i znalazlam sie przed wrotami malego pensjonatu. Wlasciciele przywitali mnie jakbysmy sie znali od lat, usciskali i wskazali pokoj. Przyjemna bialo-niebieska kolorystyka, prostota i dobry zmysl stowrzyly ten pokoj wyjatkowym. Kolacja - tu wole nic nie mowic bo po dzis dzien sie oblizuje na mysl o rybie jaka mi zaserwowano ( nieznana mi odmiana rekina), chlebe moczylam w pysznej oliwie i winkiem zapijalam a ogrod dookola pieknie oswietlony dzialal kojaco. Wlasciciele, jak sie okazalo osiedlili sie tu jakies 2 lata temu a wczesniej przez 25 lat mieszkali w Gabonie. Biali afrykanczycy - z tych dobrych odmian :)
Rozmowy dlugie, mile i tak do pozna sie przeciagalo. Noc spokojna w wygodnym lozu.
Sniadanie typowo marokanskie: nalesniki marokanskie, miod, wszelkie odmiany dzemow, herbata marokanska, oliwa... Pyszne bylo i juz!
Basen od rana kusil do skoku. W ogrodzie ( bo w koncu mialam czas odwiedzic okolice domu) odnalazlam urokliwe miejsca. Kazdy centymetr przemyslany. Ogrodek warzywny, ziolowy, namito nomadow, kuchnia polowa z grilem i kominkiem i wiele zakatkow przeznaczonych do odpoczynku.
Jak na francuzow przystalo znalazlo sie miejsce na gre w tradycyjne kule (podczas wakacji troche podszkolilam sie i polubilam ta gre nie mowiac ze w koncu zrozumialam zasady gry ). Kilkadziesiat zolwi znalazlo schronieniew tym przemilym ogrodzie.
Weekend uplynal tak milo, ze az nie chcialo mi sie wracac do codziennosci. Tak to juz jest z weekendami - koncza sie o polnocy w niedziele :)
Na nastepny raz pojade w przeciwnym kierunku!










19.09.2011

Osobiste doswiadczenia

Pomiedzy jednym a drugim spotkaniem udalo mi sie zagospodarowac 2h. Idealnie. Dokonalam rezerwacji i juz o 10h bylam w Hammam. Moje ulubione ¨SPA¨znajduje sie w samym centrum Gueliz w mieszkaniu 150 m2. Depilacje, masaze, kuracje, paznokcie i wszystko czego dusza zapragnie dla pan i panow w cenach bardzo przystepnych mozna wlasnie tam znalezc. Jest to jedno z niewielu hammam gdzie pary moga wejsc razem i wspolnie cieszyc sie zabiegami odnowy biologicznej. Kojaca muzyka, zapachy Maroka witaja na poczatek. W przebieralni dostaje szlafrok, klapeczki i tak jak mnie natura stworzyla pod wczesniej wymienionym przykryciem ide do raju ciepla, relaksu i odpoczynku. Hammam to pomieszczenie male ( 8 m2 – tutaj opisuje swoje ulubione ), sciany w tradycyjnym Tadyllak, zaokraglone sufity – podobnie jak w malej kapliczce – loza oblozone marmurem, lejaca sie woda i wszechogarniajace cieplo. Musze dodac, ze temperatury nie sa takie jak w tradycyjnych saunach. Po prostu cieplo. Pani, ktora opiekuje sie mna i caly zabieg ¨drapania¨ przeprowadza, prosi zebym usiadla na lozu marmurowym i na tym koniec mojego fizycznego udzielania sie. Pani oblewa mnie woda i naklada na cale cialo czarne mydlo, zostawia mnie na jakies 10 min a ja sobie leze na goracych marmurach, wsluchuje sie w wode i z dala dobiegajaca muzyke.
Juz nie moge sie doczekac momentu drapania. Wraca, plucze wielkiem cynkowym wiadrem, zaklada rekawice i zaczyna sie mile drapanie. Martwy naskorek znika a samo drapanie relaksuje lepiej niz niejeden masaz. Cale cialo jest juz oczyszczone a ja nic przez 30 min nie robilam, nie myslalam tylko poddawalam sie przyjemnosci. Pani znowu mnie splukuje i zaczyna mnie myc mydlami , szamponami, splukiwac, chlapac a ja tylko od czasu do czasu przestawie sie na inny bok. Skore mam jak niemowlak, zdrowa, blyszczaca bez potrzeby nakladania zadnych kremow. Po 45 min wychodze odswiezona, zrelaksowana i wyjatkowo czysta. Przez najblizsze dwa tygodnie nie mam potrzeby smarowania sie zadnym kremem bo skora po prostu jest zdrowa i sama sie regeneruje.
O wizytach w zakladach kosmetycznym zapomina sie calkowicie. Zadnych pillingow, oblkadanie sie blotami – jedno hammam i skora jest jak nowa. W sumie to mi bardzo pasuje bo nie lubie wydawac pieniedzy na kosmetyki, testowanie na sobie, ktory jest dobry, ktory dziala, nie uczula itp. Jedno hammam i sprawa zalatwiona i tylko za 150 dh czyli niecale 15 euro. Chyba warto. Wiem, ze sa tansze hammamy, ale skoro mam sie zrelaksowac to ja wole indywidualnie byc drapana niz w grupie nieznanych pan ( co tez mam swoje atuty np plotki) Wyboru dokonalam, znalazlam swoje ulubione miejsce i bede sie go trzymac. Pani ¨drapaczce¨( bo jak ja inaczej nazwac ?) zawsze wreczam maly napiwek w podziekowaniu za idealne drapanie i wiem, ze na nastepny raz bede rownie przyjemnie przyjeta, obsluzona i z wielkim usmiechem na twarzy wyjde na kolejne spotkanie. Gorace powietrze Marakeszu juz nie daje sie we znaki wiec drogie Panie i drodzy Panowie smialo do Hammam zapraszam - zapiszcie sobie taka obowiazkowa wizyte w programie zwiedzania Maroka!

12.09.2011

Zwierzaki

Zycie na Farmie przebiega naturalnym rytmem. Po powrocie do domu zastalam dwa dodatkowe koty, jednego psa przyblede i nic mi nie pozostalo jak zaopiekowac sie cala ta czeladka.
Dzielna Roquette - Labradorka ktora chetnie przygarnia wszelkie zwierzaki.
Bialka - pieszczotka.
Razlina - karmicielka.
Prima - bo pierwsza z miotu ale dziki i systematycznie podbiera jedzenie psom i je po prostu denerwuje.
Przybleda Piczu - ciagle podnosi lapke jak sie go wola. Slodki ale jak tak wiecej przybled bede miec to chyba jakies stowarzyszenie przyjaciol zwierzato otworze i bede datki na karme zbierac :)

Osiolek spokojnie znosi jak koty po nim sie wspinaja. Psy na przemian z kotami robia wyscigi, lapia jaszczurki i przeganiaja dziki. Tak, tak przez farme przechadzaja sie stada dzikow. Najwieksza rodzice spotkalam na porannym spacerze. 8 osobnikow. Nie powiem, ze sie przestraszylam ale na szczecie psy przegonily troche stadko bo troche to niebezpieczne. Niby fajnie, ze dziki sie swobodnie przechadzaja ale problem w tym, ze ryja wszedzie i systemy nawadniajace systematycznie niszcza. Teraz po lecie i bez deszczow ziemia jest wysuszona niewiarygodnie. Ale taki klimat.
Cytryny sie zielenia na drzewach ale jeszcze potrzeba dwoch miesiecy zeby byly dobre. Oliwki maja juz duze owoce ale dopiero w listopadzie bedziemy je zbierac. Teraz jest sezona na winogrona ale jeszcze moje winogrona owocow nie daly. Musze byc cierpliwa. Winogrona przywoze z innej farmy i nie powiem ale sa przepyszne.
To tyle wiadomosci z zycia na farmie.
W Marakeszu turystow wiele. Po Ramadamie wielu Marokanczykow dopiero teraz wyruszylo na wakacje. Szkoly sie zaczely. Dzieci z plecakami paraduja po ulicach.
Obecnie zawod szofera jest w modzie i wiele rodzin sie organizuje zeby wynajac takowego pana, ktory bedzie wozic dzieci z i do przedszkola/szkoly. Jest wiec co robic :)
W ostatnich dniach byly silne wiatry, ktore z sahary przywialy piasek. Troche poskrzypialo w zebach i teraz czekamy az sluzby miejskie troche posprzataja ten balagan. Nie kwapia sie jak na razie - moze czekaja na kolejne wiatry ( bo sezon nastal) czyli zawieje i zamiecie :)
Duzo nowych restauracji powstalo i po powrocie odczuwam, ze Marakesz sie troche wyciszyl. No moze blednie to rozumie bo przyjezdzam sobie do miasta wyciszona z farmy i jakos wszystko tak przemija a ja bez stresow ( czego kazdemu zycze) pracuje sobie i wiem ze w zaciszu, pieszczotach wszystkich zwierzakow zasiade sobie w cieniu oliwek po poludniu na farmie.

05.09.2011

Powrot

Po dlugiej przerwie, wrocilam ☺ W tym roku nie zaliczylam Ramadanu w Maroku. Udalo mi sie przyjechac na swieto zamkniecia Ramadanu AID EL FITR, na najsmaczniejszy, tradycyjny Herbal ( zboze moczone przez cala noc, gotowane na wolnym ogniu, zalane mlekiem ) oblany miodem z wlasnej pasieki - tradycyjne sniadanie - jako pierwszy posilek dnia po dlugim poscie. Udalo sie zjesc kilka ciasteczek , kurczaka, wolowine na slodko, mnostwo salatek , owocow . Tak to wyglada. Panowie w tradycyjnych bialych strojach przechadzali sie ulicami. Dzien wolny od pracy wiec Maroko przywitalo mnie ogolnym lenistwem.
Musze jednak wspomniec jak wygladala moja podroz do Maroka. Z Polski jechalam samochodem. Tak, tak daleko ale czasami warto sie tak przejechac zeby zrozumiec, ze Maroko to nie taki trzeci swiat jak sie wszystkim wydaje. Jazda przez Niemcy – tragiczna – drogi w wiecznym remoncie, przewezenia i serwis niesympatyczny. Na kazdej stacji szukalam kogos usmiechnietego ale niestety nie udalo sie znalezc. Francja jak zawsze przywitala mnie wiecznymi przerwami na lunch. W miastach nie da sie nic zjesc oprocz MC Donalda, ktorego nie znosze w pewnych porach dnia. Na stacjach jedzenie okropne wiec nie ma sie co wysilac. Benzyna droga.
W Hiszpani bylam krotko zeby znalezc czas na dluzsza analize. W Barcelonie wsiadlam na prom ktory plyna z Wloch.



 
 
Grandi Navi. Niech wszyscy dobrze zapamietaja ta nazwe i niech nigdy nie korzystaja z ich uslug. Na internecie wszystko pieknie wygladalo ale w rzeczywistosci okazalo sie klapa. Organizacja wjazdu na prom w porzadku. Obsluga widac ze wyzyskiwana, wiekszosc filipinczykow. Jedzenie – az strach sie bac. Okropne, niezjadliwe i na dodatek drogie. Czas serwowania posilokow dosc krotki i nic po za tym. Plac zabaw dla dzieci zamkniety, salon gier – nieczynny, basen, sauna, fitness, kino, bar tak samo staly puste za zamknietymi drzwiami. Porazka jedna wielka. W Maroku wloska obsuga promu odmowila posluszenstwa i ludzie sami musieli sie zorganizowac zeby samochody wywiezc na lad. Pierwszy raz cofalam zeby wyjechac z promu. Kiedys to bylo lepiej zorganizowane. No coz. Na szczescie sprawna obsluga celna i szybki wyjazd z Tanger z najnowszego i najwiekszego portu Afryki uspokoila moje poszarpane nerwy cala ta podroza. Pierwsza stacja benzynowa az do teraz nasuwa usmiech na moje usta. Benzyna tania ! Obsluga usmiechnieta, gadatliwa a jedzenie pyszne ! Toalety czysciutkie i wszyscy jakos dziwnie zadowoleni ☺ a przeciez dla wielu to trzeci swiat.
Autostrada, ktora zaczyna sie juz w samym porcie dojechalam do Marakeszu. Bezpiecznie, bez przewezen, robot drogowych. Marakesz w nocy przywital mnie tlumami na ulicach, pelnymi kafejkami, swiatlami i przyjemna temperatura.
Az milo sie robi na sama mysl. Kazdemu zycze takiego milego powrotu do domu.
Od teraz bede pisac czesciej i obiecuje przekazac nowosci, ploteczki i informacje z czerwonego miasta.

12.08.2011

Z innej beczki

Spotkalam cudownych ludzi, zakochanych w poznawaniu swiata i z wszystkimi chce sie podzielic ich cudownym pomyslem : 15 krajow w 15 tygodni na 15 rocznice a na koniec przyjazd do Maroko. Juz nie moge sie doczekac ich opowiesci.
Zobaczcie sami ich blog:
www.15na15.blogspot.com


TRZYMAM KCIUKI!!!

30.06.2011

U cioci na herbatce

Herbata marokanska znana jest juz prawie wszedzie. Tylko w Maroku zasiada sie przy niej w sposob tradycyjny.
W kazdym domu sa czajniczki: duze, male, cenniejsze lub uzytkowe.


Coraz to czesciej serwuje sie dwa rodzaje herbaty mietowej: slodka i ta bez cukru. Tak, tak koniec z cukrem. Marokanczycy zaczynaja uzywac mniej cukru. Teraz mozna smialo poprosic o wymieszanie tych herbatek ( bo dla wielu mietowa herbata bez cukru jest nie do przelkniecia). Czesciej tez serwuje sie inne herbaty ziolowe np luisa czyli vervain. Koniec z siorpaniem slodkich herbat i powolnym przepuszczaniem ich przez zeby.
Dla turystow nadal bedzie serwowana gesta i slodka herbata mietowa ktora najlepiej gasi pragnienie w upalne dni. Tak mowia:)
Do serwowania herbaty potrzebna jest rowniez taca.
Oj takich tac w kazdym domu jest wiele i w kazdym rozmiarze. Jedne maja zapisana historie rodziny inne uzytkowe kupione w centrach handlowych ale tradycja zawsze ta sama. Herbatka z czajniczkiem i szklaneczkami serwowana jest na tacy.
Kubki tutaj nie wchodza w gre, male szklaneczki, ktore bardzo denerwuja turystow np. z Polski bo trzeba sobie ciagle dolewac, odgrywaja glowna role.
To tyle na temat herbatki. Ot tak !

06.06.2011

Zatrzymaj koszmar malarii


Ostatnio dostalam maila z zapytaniem czy chce brac udzial w akcji prowadzonej pod patronatem Unicef. Oczywiscie sie przylaczam bo jesli w jakis maly sposob moge pomoc innym, przekazac wazne informacje przez swojego bloga i zachecic innych do udzialu w akcji to od razu to robie. Przeczytajcie o co chodzi:

Co 40 sekund na świecie umiera na malarię kolejne dziecko, a każdego roku notuje się około 350-500 milionów zachorowań na tę chorobę. Już drugi rok z rzędu marki Autan®, OFF!® i Raid® wspierają UNICEF w walce z chorobą, która jest jedną z najczęstszych przyczyn śmierci w Afryce, gdzie notuje się prawie 90 procent wszystkich zgonów. W okresie od 1 kwietnia do 30 września 2011 r. 1 % przychodów ze sprzedaży produktów Autan®, OFF!® i Raid® będzie przekazany UNICEF w celu wsparcia programu zapobiegania malarii w Afryce Subsaharyjskiej. Tegoroczny program obejmuje dziewięć krajów, gdzie malaria dotyka największej liczby dzieci: Angolę, Republikę Środkowoafrykańską, Kongo, Gwineę, Demokratyczną Republikę Konga, Kenię, Nigerię, Sudan, Zimbabwe. [1]

Wprawdzie Afryka jest daleko, ale wszyscy możemy wziąć udział w walce z malarią. Statystyki sa zastraszające: około 3,3 miliarda ludzi – połowa ludności naszego globu – jest zagrożonych malarią, a rocznie umiera na nią milion osób. [2]
Wystarczy odwiedzić stronę internetową www.powstrzymajmalarie.pl, aby dowiedzieć się więcej o sposobach jej zwalczania.
W kampanię można zaangażować się poprzez:

- Kupno produktów Autan®, OFF!® lub Raid® - 1 % przychodów ze sprzedaży zostanie przekazany bezpośrednio do UNICEF Polska
- Przekazanie darowizny dla UNICEF www.unicef.pl
- Wzięcie udziału w tworzeniu mozaiki zdjęć na Facebooku www.facebook.com/apps/application.php?id=219703041374467 – umieszczenie zdjęcia profilowego w wielkiej mozaice. Za każdą kompletną mozaikę firma SC Johnson przekaże UNICEF środki finansowe na zakup 200 moskitier.


Celem zeszłorocznej kampanii SC Johnson oraz UNICEF Polska było wsparcie afrykańskich rodzin poprzez przekazanie im moskitier nasączonych środkiem odstraszającym komary oraz upowszechnianie edukacji zdrowotnej. Dzięki wsparciu SC Johnson w ubiegłym roku z polskiej zbiórki uzyskano kwotę 450 000 złotych i rozprowadzono w Nigerii 15 000 moskitier. Każda z nich chroni śpiące pod nią osoby przed malarią przez trzy do pięciu lat.